To nie halucynacja, to polski wymiar sprawiedliwości. O pułapkach weryfikacji orzeczeń generowanych przez AI.
23.01.2026 r. 5 minuty czytania
W poprzednim wpisie rozprawiliśmy się z “kreatywnością” modeli językowych. Wiemy już, że AI potrafi zmyślać. Ale czy wiedzieliście, że równie często to my – ludzie – mylnie oskarżamy system o błąd, bo… nie potrafimy znaleźć orzeczenia, które naprawdę istnieje?
Często spotykam się z taką sytuacją: Użytkownik (prawnik) dostaje od systemu wynik z sygnaturą i fragmentem uzasadnienia. Wpisuje tę sygnaturę w Google lub popularną wyszukiwarkę orzeczeń. Wynik? “Brak danych” lub zupełnie inna sprawa. Diagnoza prawnika: “Gaius halucynuje! Taki wyrok nie istnieje”. Rzeczywistość: Wyrok istnieje, ma się dobrze, ale ukrył się tam, gdzie wzrok Google (i wielu prawników) nie sięga.
Zanim spiszecie odpowiedź systemu na straty, musicie zrozumieć trzy pułapki techniczne, w które wpadają nawet doświadczeni mecenasi przy weryfikacji źródeł.
System sygnatur w Polsce nie jest unikalnym identyfikatorem w skali kraju (jak PESEL). Jest unikalny tylko w ramach wydziału danego sądu.
Sygnatura I C 123/23 może dotyczyć:
W skali kraju mamy dziesiątki, jeśli nie setki orzeczeń o identycznej sygnaturze cyfrowej. Scenariusz: System znajduje i cytuje tezę z wyroku I C 123/23 (mając na myśli sprawę z Gdańska). Ty wpisujesz sygnaturę w Google. Wyskakuje Ci pierwszy link – portal orzeczeń z Warszawy – z zupełnie inną treścią. Twój wniosek: “AI zmyśliło treść”. Prawda: System podał poprawną treść, ale Ty patrzysz na inny wyrok o tym samym numerze. Bez doprecyzowania, o który Sąd chodzi, weryfikacja “na szybko” w Google jest jak rzut monetą.
Wielu prawników traktuje Google jako ostateczną wyrocznię. Jeśli czegoś nie ma w Google (lub w popularnym systemie SAOS, z którego Google często czerpie), to znaczy, że nie istnieje. To błąd.
Bazy orzecznictwa, z których korzystają systemy AI (takie jak nasz), są często czyszczone, standaryzowane i naprawiane. Tymczasem w publicznych rejestrach panuje spory bałagan:
Gdy nasz system pobiera dane, “sprząta” ten bałagan. Poprawiamy formatowanie, uzupełniamy braki. Efekt? Dostajesz od nas poprawną sygnaturę. Wpisujesz ją w Google… i nie znajdujesz nic, bo Google zindeksowało wersję z błędem (np. bez spacji). Paradoksalnie – system nie znajduje wyniku w Google właśnie dlatego, że podał Ci bardziej precyzyjne dane, niż te dostępne “luzem” w sieci.
To najbardziej wyrafinowany przypadek, który w Gaius-Lex widzimy regularnie. Nazywamy to łańcuchem cytowań.
Jak to działa?
Zaawansowany system wyszukiwawczy (RAG), analizując treść Wyroku A, potrafi wyodrębnić ten cytat i wskazać, że orzecznictwo (reprezentowane przez Wyrok B) ma konkretne stanowisko. Gdy dostaniesz taki wynik, zobaczysz sygnaturę Wyroku B.
Co robi prawnik? Wrzuca I ACa 999/18 w wyszukiwarkę. Wynik: 0. Werdykt prawnika: “Halucynacja. Taka sygnatura nie istnieje”. Rzeczywistość: Sygnatura istnieje i teza jest prawdziwa. System dotarł do niej pośrednio, analizując kontekst innego dokumentu. Wyrok B fizycznie istnieje w aktach sądowych, ale w internecie istnieje tylko jako cytat wewnątrz innej sprawy.
Nie namawiam Was do bezkrytycznej wiary w technologię. Namawiam do rzetelnego śledztwa. Weryfikacja odpowiedzi systemu nie może ograniczać się do wklejenia numerka w pasek przeglądarki.
Gdy widzisz sygnaturę, która wygląda na “zmyśloną”:
Czasem “brak wyników wyszukiwania” to nie dowód na błąd AI. To dowód na to, że system wykonał pracę głębiej, niż robi to pierwsza strona wyników Google.
5 minuty czytania
5 minuty czytania
6 minuty czytania